e-mail: fdz.animalia@wp.pl 

Księga gości

Dodaj swój wpis:
(Twój numer IP urządzenia, z którego wyślesz wpis, zostanie zapisany i wyświetlony na stronie)
  • Karolina:( 12-08-2018
    94.254.181.16

    Wczoraj pożegnałam swoją ukochaną sunie Mile.Była z nami 12lat.Dała nam niezwykłą i bezwarunkową miłość.Uczyła nas cierpliwości i oddanie.Na zawsze bedzieie w naszych sercach!!!Była wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju.Jeszcze dziś rano wydawało mi się że słysze jej pazurki na panelach......

  • Animalia 05-08-2018
    109.173.146.206

    Szczerze współczujemy!

  • Bella 28-07-2018
    188.146.202.215

    28.07.2018
    Dziś nasz domek zrobił się strasznie pusty. Nasza kochana Belcia odeszła. Miała zdiagnozowany guz w wątrobie, bardzo słabe stawy. Nie miała już siły dłużej walczyć.
    Była z nami ponad 13 lat, kochana, nasza.
    W domu została kotka, która chyba nie rozumie co się stało z jej "siostrzyczką". Będziemy tęsknić bardzo.
    Kochamy Cię Śmierdząca Stópko :)

  • Ewa 23-06-2018
    46.76.83.67

    Dom bez psa to nie dom. Miarą czlowieczenstwa jest dla mnie stosunek do zwierząt. We wtrorek odszedł nagle nasz kochany rudzielec ze schroniska, byl z nami tylko 8mc, poprzedni zmarł na nowotwór po 5 latach, poprzednia po 16 latach i wszytko to wciąż boli a jednak mimo że zalewam się łzami i nic mi niezastąpi najwierniejszych Przyjaciół którzy odeszli to czuję że nie mogę znieść domu bez Psa

  • Animalia 02-04-2018
    89.100.99.71

    To my dziękujemy w imieniu Doroty za fantastyczny dom :)
    Pozdrawiamy :)

  • Szeląg Elżbieta 20-03-2018
    178.36.203.205

    Dla sympatycznej i przemiłej Pani Dorotki D.podziękowanie za znalezienie własnego domku przesyła Milli ze swoją pancią.
    Dziekujemy!!

  • Animalia 11-03-2018
    109.173.146.206

    Szczerze współczujemy straty przyjaciela. Jeśli jest Psie Niebo - to one tam z pewnością są.

  • Robert 09-03-2018
    79.186.106.9

    Dziś odszedł do lepszego psiego świata nasz kochany Maksio.
    Wierzę że już go nic nie boli, trzy i pół tygodnia trwała walka o niego, nowotwór wątroby, z guza o rozmiarach 1,5 cm x 2 cm, w przeciągu trzech tygodni cała wątroba była jednym wielkim rakiem.
    Maks był cudownym spanielem, mama dostała go jak był szczeniakiem, przez prawie trzynaście lat stał się prawdziwym przyjacielem, powiernikiem i pocieszycielem, gasł w oczach, zanik tkanki mięśniowej, ledwo chodził, co chwilę przystawał, przestał jeść.
    Nie mogliśmy patrzeć jak się męczy, pojechałem dziś z mamą do weterynarza, przypuszczałem że to będzie ostatnia jego wizyta u lekarza, byliśmy już pogodzeni z tym że Maks odejdzie, próbowałem trzymać fason, aby piesek niczego nie zauważył, nie wiem czy mi się udało, rozbeczałem się dopiero jak już mocno spał ( mam 47 lat a płakałem jak bóbr, zresztą nadal ryczę ), mama też bardzo przeżyła rozstanie z przyjacielem.
    Maks zasnął głaskany przez nas, kochana psina, tam gdzie teraz jest, mam nadzieję że jest mu dobrze, że nic go już nie boli, że może jeść to co lubi, że jest szczęśliwy, i że kiedyś się spotkamy, że będzie czekał na mamę i na mnie, gdzieś tam w lepszym świecie.
    Maksiu, bądź szczęśliwy tam gdzie jesteś teraz, zostaniesz na zawsze w naszych sercach jako kochany przyjaciel, żegnaj mój mały druhu.

  • Animalia 28-02-2018
    77.65.83.87

    Rozumiem i współczuję - i to wszystko co powiem! Roki za Tęczowym Mostem spotka naszych wszystkich animaliowych i prywatnych przyjaciół. Już nigdy nie będzie cierpiał.

  • Monika 24-02-2018
    94.254.135.203

    Rzadko udzielam się na różnego rodzaju forach czy w innych internetowych społecznościach, jednak dzisiaj wydarzyło się coś, co zdarzyć się musiało i fakt że wszystko potoczyło się nie tak jak tego chciałam, jak to zaplanowałam- skłoniło mnie do opowiedzenia tego jak wspaniała istota odeszła dzisiaj ode mnie po prawie 15 latach.
    Roki- najwspanialszy "mężczyzna" w moim życiu. Piękny, inteligentny, o zrównoważonym charakterze i z założenia do wszystkich pokojowo nastawiony owczarek niemiecki z wielkimi sterczącymi uszami. Dostalam go jako prezent na 18 urodziny bo taki sobie wlasnie zazyczylam. Od ówczesnego wtedy chłopaka. Zwiazek sie skończył, potem drugi i kolejny... Roki był caly czas. Widzial jak dorastam, jak dojrzewam, potem jak dorasta mój syn, ktorego bronił i strzegł. Niemalże wszedzie z nami jeździł- góry, morze, mazury. Cale swoje zycie spedzil biegajac sobie swobodnie, bo nie bylo potrzeby zapinac go na smyczy, rozumielismy sie bez slow uczac sie siebie i mowy naszych cial przez te wszystkie lata. Wystarczy ze spojrzalam na jakiegos psa, juz wiedzialam zanim on go zobaczyl ze nie przypadnie mu do gustu- on ze wszystkimi chcial sie zawsze bawic niewazne czy maly, duzy, stary czy mlody, kot, pies, krolik czy fretka jednak czasem bywalo ze z jakiegos powodu jakis osobnik po prostu nie nadawal na kumpla. Uwielbial jezdzic autem bo wiedzial ze to oznacza przygodę, czas kiedy jestesmy wszyscy razem. Zawsze byl podekscytowany kiedy cala rodzina wychodzilismy z domu. Wiedzial ze nie bedzie to zwykly spacer dookola osiedla.
    Starzal sie z klasą- majac 14 lat biegał, skakał przez żywopłoty, kręcił sie wkolo siebie i zachecal do zabawy schylajac sie na przednich lapach z pupa do gory. Niedowierzanie przypadkowych ludzi w jego wiek kiedy sie pytali "ile ma? Ze dwa lata?" uswiadamia mi, ze mial dobre życie i z pewnością byl szczesliwym psem. Nawet jego psia mordka nie zdradzala jego wieku, bo niemalze w ogole nie byla siwa.
    Piszę to wszystko dlatego, ze nie dane mi bylo pozegnac go tak, jak tego chcialam. Zachorowal nagle- z psa ktory biegal i skakal stal sie w ciagu trzech tygodni wymagajaca pomocy prawie we wszystkim istotą pelna bolu i cierpienia.Moja nadzieja i determinacja, ze jeszcze bedzie taki jak kiedys przewlokla go przez spora liczbe lecznic i klinik weterynaryjnych w ktorych przescigali sie w diagnozach i lekach. Teraz z perspektywy czasu dotarlo do mnie jak bardzo bolesny byl dla niego moj egoizm przez ktory nie pozwolilam mu odejsc wczesniej. Przez dwa miesiace bylismy na paraboli, z tym ze kazdy kolejny wzlot byl coraz krótszy, trudniejszy i coraz mniej efektowny. Doszlam z nim do punktu, w ktorym cieszylam sie ze po kolejnym zastrzyku jest w stanie chociaz chodzic. A i to wkrotce mialo sie zmienic. Od jakiegos czasu wiedzialam, ze jego czas juz nadszedl. Jednak zakrzywialam sobie jego realny stan wiara w medycyne, krora tak naprawde jedynie usmierzala mu bol kosci, stawow i zebow i sprawiala ze na chwile mogl znow chodzic, co bylo dla niego niewyobrazalnym juz wysilkiem. Mial byc pogrzeb w lesie, obok grobu gdzie niespelna rok wczesniej pochowana zostala amstaffka mojego juz bylego partnera, ktora niestety nie przezyla porodu. Zasnac na zawsze mial w domu w otoczeniu najblizszych, gdzie mial przyjechac weterynarz. Niestety mrozy, ktore nadeszly w ostatnich dniach znacznie utrudnily jesli nie umozliwily wykopanie dla niego miejsca. A przynajmniej dostepnymi narzedziami. Przeciagniecie go sztucznie lekami do czasu odwilzy byloby okrucienstwem i pozbawieniem godnosci jaka w sobie mial, gdyz zanik miesni jaki nastapil w bardzo szybkim czasie sprawil, ze wegetowal w kojcu, czekajac na to az go podniose i przytrzymam podstawiajac wiadro, bo tak bardzo nie chcial robic pod siebie. Jego widok sprawial ze serce mi pekalo z zalu i bezradnosci. A swiadomosc, ze TO JA musze podjac decyzje o jego smierci byla nie do przepalenia. Chwilami tak bardzo chcialam, aby po prostu umarl, sam z siebie, jednak byl zbyt silny aby odejsc, ale zbyt slaby by zyc. Pojejalismy na ostatni spacer, a potem do kliniki. Dostalismy zaciszne, osobne pomieszczenie i czas zeby sie pozegnac. Odszedl na moich kolanach, mysle ze spokojnie, pogodzony ze wszystkim i byc moze nawet z ulgą. Z pyska wypłynął płyn i okazalo sie ze mial wode w płucach... W poniedzialek zostanie "zutylizowany" - nienawidze tego slowa!!!! Splot wszystkich ololicznosci sprawil ze nie dane mi bedzie pielegnowac pamieci po nim nad jego grobem stad tez postanowilam, ze opowiem jego historie tu - w internecie- co bedzie dla mnie swego rodzaju pomnikiem. Zachowalam sobie po nim jego pazur ktory jako jeden ze wszystkich byl szczegolny bo byl w polowie czarny a w polowie bialy i od samego poczatku kojarzyl mi sie z ziarnem slonecznika.
    Roki - owczarek z najwiekszymi uszami na swiecie:) ... 05.10.2003-24.02.2018 od 6 tygodniowej kulki przez niemalze polowe mojego zycia!

Wpisy 1 - 10 z 855 Nowsze Starsze