Archibald

Archiego znalazłam przypadkiem – jadąc w sprawach psiej adopcji. na oczach wielu ludzi maleńkie kocie umierało w mękach. W mekach, bo ktos w ramach "zabawy" wysmarował kociaka w jakims oleju, smarze, może samochodowym – nie wiemy. Kociak liżąc się zatruł organizm. Był wychodzony a mimo wszystko bał się człowieka. Jakos jednak pełzając pod autami i wchodząc ludziom na ogródki – udało sie malca złapać. Natychmiast pojechał do kliniki wet, w której został przez jakis czas. Próby wymycia koteczka nie powiodły się, doszła biegunka…malec był na kroplówce i musiał zostać ostrzyżony. Teraz opuścił klinike, jest w domu tymczasowym – powoli wraca do formy. Juz nabrał zaufania do człowieka, wie, że otaczający go ludzie nie robia krzywdy, że było warto. Archi będzie pięknym kociakiem – uda nam się.

Teraz kociak jest po prostu sliczny. Miękkie futerko odrasta a Archi, zdrowy i zadowolony – szuka domu na zawsze.
Na ostatnim zdjęciu dla porównania Archi na początku, prosto po klinice, w domu tymczasowym.

Koty do adopcji

Kwarantanna
Kim
0 miesięcy
Więcej
Fred
2 lata
Więcej
Black
2 lata
Więcej
Edward
7 lat
Więcej