Niedawno pożegnaliśmy Zorro, jest nam tym bardziej przykro, że chłopak był u nas ledwo tydzień… I już dał się poznać jako cudowny, łagodny i rozmruczany kocurek.❤️
Jak do nas trafił?
Nasza wolontariuszka zgarnęła go z dworu w podpoznańskiej wsi, gdzie błąkał się i pił wodę z kałuży. Dziękujemy Olga, że nie przeszłaś obojętnie obok niego.🥰
Był w opłakanym stanie – wypłowiałe, zrudziałe futro (powinno być czarne i lśniące), brudny pyszczek i łapy, wszystkie kości mocno wyczuwalne pod palcami… Ważył 1,7 kg!!! Podczas gdy kocury ważą od 3 kg (te mniejsze) do 5 kg i więcej (te większe). Ostra biegunka, skrajne niedożywienie i odwodnienie, pasożyty… Zorro był niemłodym kotem, co potwierdzało jego uzębienie – dostały mu dwa górne kły w złym stanie, zakwalifikowane do usunięcia. Prawdopodobnie miał chore nerki i można podejrzewać, że poza skrajnym wycieńczeniem to właśnie one nie wytrzymały 💔😢
Był tak odwodniony, że nie było jak pobrać mu krwi, by porządnie go zbadać, dlatego możemy tylko gdybać…😢
Zaczął więc jeździć na kroplówki i dostał pierwsze leki i antybiotyki, niestety jego organizm się poddał, straty jakich doznało jego wątłe ciałko były zbyt zaawansowane. Nasza pomoc przyszła za późno 💔
Pociesza nas tylko, że przez ten tydzień dostawał codziennie miseczkę pełną treściwej karmy, miał swoją kuwetkę, legowisko, mieszkał w cieple, miał kilkanaście par rąk, które go głaskały i podawały leki. A gdy przyszedł jego koniec, umierał w humanitarnych warunkach, czując ciepło ludzkich rąk wolontariuszki Pauliny, nie był sam. Odchodził kochany, już nieobojętny światu.
Zorro nie był wcześniej widywany w okolicy, w której został znaleziony. Nie wiemy więc skąd sie tam wziął. Ktoś go podrzucił? Wyrzucił? Czy sam się przybłąkał? Nie wiemy.
Wiemy tylko, że nie miał szczęścia do ludzi i jego życie było pełne cierpienia. Teraz już śpi i nic go nie boli, jest wolny.
Strasznie nam przykro, że byłeś z nami tak krotko, bo zdążyliśmy Cię poznać jako przeuroczego kota.
Żegnaj Zorro!😢💔
