Boluś

Mam na imię Bolek i mam chyba około 3 lat. Dopiero od niedawna przyzwyczajam się, że mam jakiekolwiek imię, bo zawsze byłem bezimiennym wolnym kotem, cieszącym się szczęściem życia na wolności. Były plusy i minusy takiego życia.
Minusem na pewno było to, że nie zawsze miałem co jeść. Dlatego byłem dość cienki. Ale pewnego dnia zauważyłem miseczkę przy jednym z mieszkań z jedzeniem i piciem. O dziwo nikt mnie stamtąd nie pogonił i miseczka w cudowny sposób zawsze się napełniała jak wszystko zjadałem. Któregoś razu zauważyłem jak drzwi się otwierają i wychodzi stamtąd taki wypasiony kot.
Przywitaliśmy się i jakoś go polubiłem. Nie żebyśmy gdzieś biegali (on nie oddalał się od tamtych drzwi dalej niż na 5 metrów), ale podsłuchałem kiedyś, że on też przez jakiś czas nie miał się gdzie podziać. Jakimś cudem mieszkał za tymi drzwiami. Bardzo chciałem zobaczyć jak tam jest, no i zaglądałem tam. Byli tam jacyś ludzie. Okazało się, że to jedna z osób dawała mi jedzenie na dworze. Pomyślałem, że to układ idealny – ja jestem wolny, a oni mnie karmią!!
Ale czasem przysnąłem w tym domu, czasem nawet całą noc. Szczególnie jak była zima, to było miło się wygrzać. Tak minęło półtora roku. Zaprzyjaźniliśmy się. Ja wiedziałem, o której godzinie Pani wraca z pracy i zawsze na nią czekałem, ona się cieszyła, że jestem (ale ludziom niewiele do szczęścia potrzeba – po prostu być :):) ) i wpuszczała mnie do domu.
Zjadłem, rozgrzałem się i chciałem iść dalej, bronić mojego podwórka. Dzięki Pani nabrałem masy i nikt nie mógł mi podskoczyć – nie ważne czy pies czy kot – to moje podwórko, więc go broniłem. Kiedyś nawet prezent mojej Pani przyniosłem. Nie wiem dlaczego taka śliczna sikoreczka jej nie uradowała, przecież już nie uciekała…

Tak nam pięknie mijał czas, aż kiedyś wpadłem na najgłupszy pomysł z możliwych – chciałem zobaczyć jak wygląda auto od spodu. Wdrapałem się pod maskę, przysnęło mi się. Resztę pamiętam jak przez mgłę – startujący silnik, potworny ból nie do opisania, strach i tylko myślałem, żeby uciec jak najdalej. Ocknąłem się pod dwóch dniach i zobaczyłem, że tym razem sam się nie wyliżę. Nie miałem skóry na tylnej lewej nóżce i miałem kilka rozcięć na reszcie ciała. Poszedłem po pomoc do Pani. Cudem okazało się, że właśnie zbliżała się do domu. Była lekko spanikowana, ale pojechaliśmy gdzieś. Okazało się, że to taki koci lekarz.
Dostałem opatrunek, kilka nieprzyjemnych zastrzyków, ale byłam bardzo słaby. Nie chciałem jednak sprawiać problemów (i tak Pani mi jedzenie pod nos podstawiała), więc chociaż sam do kuwety się czołgałem. Pani zawsze dziękowała, że jestem dzielny i mądry. Codziennie jeździliśmy do lekarza, a ja byłem coraz mocniejszy.
Myślałem, że wszystko będzie dobrze, ale Pani mi powiedziała, że niestety nie dali rady uratować mi nóżki. Pani strasznie przy tym płakała. Miałem operację, teraz nie mam części nóżki poniżej kolana. Ale przecież byłem bossem na ulicy, nie poddaję się. Ale Pani mi powiedziała, że nie mogę już chodzić na ulicę, że niby już tak szybko nie biegam.
Nie wiem o co jej chodzi, przecież radzę sobie świetnie, umiem wszędzie wskoczyć, biegam pod domu. Ale może ma rację, teraz przed psem bym mógł nie uciec.
A jej chodzi tylko o moje dobro, więc powiedziała, że będę miał nowy dom. Nie chcę jej zostawiać, bo dobrze mi się śpi z nią na łóżku, lubię się do niej przytulać. A ona wie, że je lubię jak mnie po brzuszku pieści. Będę za nią tęsknił i za jej dwoma kotami, ale mogę kogoś pokochać jeszcze bardziej.
Boluś jest odrobaczony,zdrowy i już po zabiegu kastracji.

BOLUŚ ZNALAZŁ SZCZĘŚLIWY DOM:)

Koty do adopcji

W trakcie leczenia
Misiek
5 lat
Więcej
Pola
5 miesięcy
Więcej
W bukowskim schronisku
Amorek (Rudy)
4 miesiące
Więcej
Estella
4 miesiące
Więcej